mormon.org Świat

W jaki sposób otrzymałeś odpowiedzi na swoje modlitwy?

  • Otrzymałem niezliczone odpowiedzi na swoje modlitwy. Ojciec Niebieski naprawdę na nie odpowiada. Wiem, że On odpowiada na modlitwy. Szczególnie zapamiętałem jeden taki przypadek. Miałem poważne problemy. Pamiętam, że klęknąłem i żarliwie modliłem się o ratunek. Niemal natychmiast dostałem odpowiedź na swoją modlitwę i mogłem wrócić do domu, do rodziny. W tej samej modlitwie prosiłem o wskazówki, co mam potem uczynić i kilka dni później przyszła odpowiedź — do moich drzwi zapukali misjonarze. Kiedy tak ich słuchałem, wiedziałem, ze przysłał ich mój Ojciec w Niebie. Byłem pewien, że mam zostać mormonem. Rozwiń

  • Dostawałem odpowiedzi na swoje modlitwy w czasach trudności, w czasach, gdy potrzebowałem wskazówek, a także wtedy, gdy szukałem pocieszenia. Odpowiedzi przychodzą w postaci odczuć po modlitwie — uczuć spokoju, ukojenia, a czasem szczęścia i radości. Stąd wiem, że otrzymałem odpowiedź na modlitwy. Bóg słucha i odpowiada, nie koniecznie tak, jak tego chcemy, ale na Swój, najprostszy, najbardziej zrozumiały sposób. Rozwiń

  • Odpowiedzi na moje modlitwy przychodzą na wiele różnych sposobów — może to być siła w obliczu wyzwań, rosnąca świadomość i wyostrzenie zdolności intelektualnych w czasie badań inteligencji oraz ochrona fizyczna podczas katastrofy. Lecz co ważniejsze, czuję cichą pewność bezpieczeństwa i spokoju dzięki naśladowaniu Jezusa Chrystusa i przewodnictwu zapewnianemu tym, którzy szczerze dążą do poznania Jego rady. Rozwiń

  • Pewnego dnia, zanim jeszcze przystąpiłam do Kościoła, miałam kłopoty z jednym z adaptowanych dzieci. Biłam się z myślami — rozmyślałam nad tym, że może lepiej będzie temu dziecku w domu z obojga rodzicami. Poczułam, że powinnam wyjść z domu i pójść do sklepu. Gdy po zrobieniu zakupów wracałam do domu, naprawdę źle się poczułam. Nie chciałam zrezygnować z opieki nad tym dzieckiem. Chciałam nadal się nim opiekować, ale martwiłam się, że pragnąc tego, jestem zbyt samolubna i zastanawiałam się, czy nie będzie mu lepiej w innej rodzinie. Pamiętam, jak modliłam się i prosiłam o pomoc, płakałam i martwiłam się tym, że będę musiała oddać to dziecko. Spojrzałam w górę i zobaczyłam dwóch misjonarzy. Pojawili niczym dwa anioły w odpowiedzi na moją modlitwę. Kiedy przemówili do mnie, poczułam spokój i wiedziałam, że za ich pośrednictwem Ojciec w Niebie odpowiedział na moją modlitwę. Misjonarze nauczali mnie przez półtora roku i nigdy się nie poddali. Po uczęszczaniu do wielu kościołów, w końcu przyłączyłam się do tego Kościoła. Zdecydowałam się na chrzest dopiero wtedy, gdy wiedziałam, że jest to właściwe. Modliłam się o to i w ten sposób dowiedziałam się, że to jest właściwa rzecz, jaką powinnam zrobić w tamtym momencie mojego życia. Rozwiń

  • Otrzymałem wiele odpowiedzi na pytania. Wiele z nich jest natury osobistej, co jest trudno wyjaśnić. Jedno z takich doświadczeń dokładnie pamiętam. Zdarzyło się, kiedy założyliśmy rodzinę i czułem dużą presję, abym szybko dorósł i zaczął planować, jak dobrze zarabiać na utrzymanie mojej rodziny. Nie miałem kwalifikacji ani doświadczenia zawodowego i żadnych perspektyw na przyszłość. W liceum miałem słabe wyniki w związku z nieustannym zamieszaniem panującym w domu z powodu urazów głowy, jakich doznał mój ojciec. Pracowałem na zastępstwo na kilka zmian w fabryce bez perspektyw na pracę w przyszłości. Codziennie w pracy czytałem pisma święte i modliłem się do Ojca w Niebie o pomoc. Pewnego dnia po żarliwej i pokornej modlitwie o przewodnictwo, wróciłem do domu, w którym była Natalie. Znalazła ona ogłoszenie pewnej szkoły, która prowadziła kursy przygotowawcze na Uniwersytet. Tego dnia kończyła się rekrutacja, ale udało nam się zdążyć na rozmowę kwalifikacyjną. Drzwi, które się wtedy dla mnie otworzyły, doprowadziły do mojej obecnej ścieżki kariery. Nie mam żadnych wątpliwości, że była to odpowiedź na moją pokorną modlitwę. Rozwiń

  • Tak naprawdę to pewna modlitwa, na którą nie otrzymałam odpowiedzi, nauczyła mnie, w jaki sposób otrzymujemy odpowiedzi na nasze modlitwy. … Jednego wieczoru kilka lat temu złożyłam pełną emocji modlitwę, modlitwę złożoną w desperacji, która — co odważę się powiedzieć — brzmiała bardziej jak rozkaz. Właśnie wracałam z pogrzebu przyjaciela. Jadąc do domu samochodem potrąciłam małe dziecko, które wybiegło mi przed maskę. To uderzenie na zawsze zmieniło moje życie i zakończyło życie tamtego dziecka. Podczas gdy wieść o tej tragedii rozchodziła się po okolicy, ja błagałam i prosiłam Boga, aby ocalił jego życie. W głowie tkwiła mi jedna myśl: „Ziarnko gorczycy, ziarnko gorczycy, tylko tyle wystarczy, wiara jak ziarnko gorczycy”. Wiedziałam, że miałam taką wiarę. Wierzyłam, że miałam taką wiarę. Kiedy kontynuowałam moją pełną boleści modlitwę, było jasne, że sytuacja była tragiczna. Sanitariusze składali mi raporty pełne nadziei, ale ich twarze były przepełnione rozpaczą. Coraz mocniej się modliłam i błagałam. Byłam godna cudu, czyż nie? Wierzyłam, że Bóg może sprawić cud dla tego małego dziecka Lecz kiedy szpitalny helikopter uniósł się w powietrze, popatrzyłam w niebo i na myśl przyszły mi słowa: „Poddaj się mojej woli”. „Nie!” — pomyślałam. „Nie!” Błagałam przez kolejne minuty, ale w sercu wiedziałam, że miałam się poddać woli Boga. Nie sądziłam, że modlitwa o ratunek dla tego dziecka nie była zgodna z Jego wolą. Dziecko zmarło następnego ranka. Wciąż modlę się z wiarą, ale robiąc to, poddaję się woli Boga. Nie zakładam, że wiem, co jest najlepsze w danej sytuacji. Już nie przedstawiam Bogu listy rzeczy do zrobienia. Modlę się ze świadomością, że to ja muszę się zmienić, nie On. Raz usłyszałam, że „modlitwy, na które otrzymujemy odpowiedź, nagradzają naszą wiarę, a modlitwy, na które nie otrzymujemy odpowiedzi — doskonalą nasza wiarę”. Wierzę i czuję, że będę miała wiele możliwości, aby rozwijać swoją wiarę. Wiele cudów wynikło z tego tragicznego zdarzenia, lecz nie ten, o który się modliłam. Nauczyłam się, że modlitwa uwalnia błogosławieństwa, które tylko czekają, aby na mnie spłynąć. Potrzebuję jedynie oczu, aby je dostrzec! Rozwiń

Brak wyników